Trochę historii

Będąc któregoś razu po zakupy w pobliskim Dąbrównie spotkałem pana “Juranda” który sączył sobie piwko pod sklepem.

– Dzień Dobry, zimne piwko ?
– Dobry, dobry ! Zimne musi być !
– No to dobrze. Smacznego !
– Na wczasy?
– Tak jakby , cotygodniowe wczasy , jestem tu co weekend…
– Nie ma to jak u nas nad jeziorami. Ryby połowi się, cisza, spokój, a nie tak jak w tych wielkich miastach … , a Pan skąd ?
– Powiem Panu tak…, że chyba już stąd, za Warszawę nie dam się pokroić, niech budują co tam chcą, aż do wycięcia ostatniego drzewa. Jestem z Nowej Wsi, koło Szczuplin.
– Tak pan mówi, to ja panu coś powiem: czytałem kiedyś o pruskiej legendzie , a to kiedyś wszystko było pruskie, prusy wschodnie były, niemieckie kamienice, […] .
– A co z tą legendą ??
– Legenda jest o Czarodziejce Jezior, która pływa w olchowej łódce i nitkami babiego lata oplątuje serca tych, którzy tu przybywają. Ludzie raz związani z Mazurami oplątani nićmi, nigdy się od tego uczucia nie uwolnią i zawsze będą tu wracać. Są po prostu oplątani Mazurami…
– Hmmm słyszałem o tym kiedyś i również czytałem , ale całkowicie nie zdawałem sobie sprawy , że my z żoną już spotkaliśmy Czarodziejkę Jezior…
– A widzi pan, prawda !
– Prawda, prawda. No dobrze, będę leciał bo obiadu nie będzie
– Miłego wypoczynku
– Dziękuję i do zobaczenia

Nasze marzenie spełniło się w lutym 2012 roku, gdy podpisaliśmy akt notarialny, i kiedy staliśmy się prawnymi właścicielami naszego pięknego domku . Znaleźliśmy miejsce na ziemi, które byłoby wytchnieniem od pędu życia w Warszawie ,odskocznią, do której można uciec po szalonym tygodniu pracy – w którym żylibyśmy inaczej … spokojniej, pełniej i piękniej.

Początki były takie

Początki były takie

Kiedy przyjeżdżali do nas znajomi podziwiać naszą “piękną” posiadłość pytali – co jest domem “ta stodoła, czy ta”, “pełno roboty przed wami” , “trzeba to wszystko wyburzyć i postawić na nowo”, ” wszystko do wymiany” itp. . Kurcze, czy tylko my widzimy tu piękny dom i jesteśmy zachwyceni każdą deską na podłodze,  jak również każdą belką na suficie? Może rzeczywiście nic z tym się nie da zrobić. Trzeba myśleć, zrobić plany,  zbierać pieniądze i działać. I tak też zrobiliśmy … myśleliśmy , robiliśmy plany, zbieraliśmy pieniądze i zaczęliśmy działać w maju 2013 roku.

Pierwszy profesjonalny projekt !

Pierwszy profesjonalny projekt !

Dopiero w maju 2013 zaczęliśmy coś robić ?? … nic podobnego, roboty tak naprawdę zaczęły się od marca 2012 roku. Trzeba ogarnąć jak najwięcej i jak najtańszym kosztem. Zrobiłem listę od czego zacząć, zapisałem 340 podpunktów co robić po kolei . Na 1 miejscu był podpunkt o haśle ZROBIĆ WIDOK choć na troszkę jeziora, a żeby go zrobić, trzeba usunąć zawalającą się gigantyczną oborę, która stała na środku działki. I tak, krok po kroku, powolutku odsłaniał się widok na jezioro.

Obora przed wyburzeniem.

Obora przed wyburzeniem.

Po wyburzeniu padł pomysł: miejsca zrobiło się dużo, można śmiało zrobić twój wieczór kawalerski. I tak też się stało, 29 czerwca 2012 odwiedziło naszą posiadłość 21 panów. Zabawa była przednia.

Miejsce na grilla, garaż, plac zabaw z piaskownicą same się nakreśliły. Trzeba było jeszcze obalić stare kurniki, które mogłyby służyć za schron lub bunkier- ich ściany były naprawdę mocne i grube.

Praca wrze . Bodzio w swoim żywiole .

Praca wrze . Bodzio w swoim żywiole .

Następnie zabraliśmy się z Bodziem za „wyburzanie środka domu”. Wejście do domu nie może być po bokach, musi powstać a’la ganek, żebyśmy mogli sobie siedzieć na schodach i pić herbatę z pokrzywy, patrząc na jezioro. Więc usunęliśmy co mogliśmy, rozrysowaliśmy sobie gdzie początek i koniec schodów, gdzie taras, i tak też w wyobraźni zaplanowaliśmy nasz ganek.
No dobrze, wchodzimy do środka! Bogdan uwielbiał wyrywać, kuć, obalać, dźwigać itp. , więc pytam- od czego zaczynamy ? – Od komina bo stary z gliny i sam się prawie obala? – Ok, niech będzie! Komin obaliliśmy szybko od góry do dołu. Kilka godzin i 7 metrowego komina ze starej zlasowanej cegły + gliny nie ma. Wynosimy pozostałości z komina na gruz i zastanawiamy się co dalej, co jutro?

Rozbiórka starego komina.

Rozbiórka starego komina.

– Bodzio, nie uważasz, że jest tu za nisko? A może odkryjemy belki, zerwiemy sufit? – Na odpowiedź nie czekałem, a usłyszałem uderzanie młotkiem o sufit, i tak zaczęliśmy zrywać sufit składający się z tynku, trzciny i desek. Sufit zerwany, nie podoba mi się, że kuchnię odgradza ściana, kuchnia i jadalnia powinna być całością. Telefon do Madzi, co o tym myśli, odpowiedź pozytywna, ale musi być też telefon do taty, czy jak wyburzę ścianę to nie obali się nam dom- “trzeba będzie później zrobić podciąg z belek i wszystko będzie dobrze” . Podciąg tak? Ok, Bodzio, zielone światło, możemy śmiało burzyć.

Ściany już nie ma , została jeszcze tylko cześć sufitu .

Ściany już nie ma , została jeszcze tylko cześć sufitu .

Zaraz, zaraz, w kuchni pod linoleum jest piwnica, mała, zapadająca się, deski nie do uratowania… Madzia chciała płytki w kuchni. Trzeba usunąć podłogę nie niszcząc desek, które są w miarę mocne, przydadzą się podczas remontu reszty podłóg. W kuchni dziura, podłogi nie ma, kiedy hydraulik pociągnie swoje wszystkie rurki, trzeba będzie wszystko ładnie zasypać, ubić itd. Jesteśmy przy którymś podpunkcie “co trzeba zrobić” (jest ich przecież już nie 340, a z 600). Na podwórku coraz więcej gruzu. Na strychu do całego dachu przybite są ogromne stare płyty, trzeba je zerwać . Zrywanie szło dobrze, ale to co się działo pod płytami widać na zdjęciu poniżej – kurz , sadza z nieszczelnego rozebranego komina + masa suchych much.

Mazurscy górnicy w trakcie pracy .

Mazurscy górnicy w trakcie pracy .

Coraz mniej do roboty dla nas- “fachowców” rozbieraczy. Pierwsza umowa, z prawdziwymi fachowcami podpisana na maj 2013. Ale coś tam jeszcze by się zrobiło, może zrzucimy tynk gipsowy, na którym jest sporo wykwitów pleśni. Kujemy więc wszędzie tynki , nawet tam gdzie jest czysto. Dzięki temu mniej policzą majstrowie, ale co najważniejsze, dzięki temu dowiaduję się z czego ten dom tak naprawdę jest “ulepiony” – glina, kamień polny, gdzieniegdzie czerwona i biała cegła. Trzeba zrobić tak, żeby ściany wyglądały tak jakby były lepione z gliny, tynk cementowo – wapienny, a na koniec gładź wapienna,  żeby już nigdy nic dziwnego na ścianach nie urosło, żeby ściany oddychały. Niech się zajmą tym fachowcy, niech realizują nasze pomysły! Moja i Bogdana brudna robota zakończona. Czas na fachowców.

Jako pierwszy, na placu boju stawił się elektryk, który przeniósł główną rozdzielnię z licznikami na dwór. Następnie zaczęli działać murarze, dekarze, cieśla, i tak powoli powstawało zadaszenie nad naszym gankiem, garażem, grillem i domem. Wylany został taras ze schodami, postawiono kominy. Czas na hydraulika, trzeba wszystko pozmieniać, od kotłowni, rur kanalizacyjnych, po rozprowadzenie wody i założenie centralnego. Po hydrauliku była ekipa remontowa od poddasza, i tak powoli zaczęli działać na poddaszu, schodząc do łazienki i układając podłogi w kuchni. Jednak największy wkład i zrozumienie naszych pomysłów przysługuje Panu Zbyszkowi z Rybna i jego kompanowi z firmy budowlanej. Środek domu jak również elewacja domu i murów to jego zasługa. Szybko, solidnie, profesjonalnie, bez zbędnych pytań typu “a nie lepiej wstawić nowe , albo wyburzyć?”. Później odwiedził nas stolarz, dzięki któremu możemy wejść na strych po schodach oraz oprzeć się o barierki na ganku. Bardzo zależało nam na zachowaniu jak największej liczby oryginalnych elementów domu. A jeśli tak się nie da, to trzeba zastąpić czymś starym z innych domów, spichlerzy itp. Wejście do domu, kawałek ściany w kuchni i przy kozie, oraz część kominów zostały wykończone starą wypalaną cegłą, pociętą w plastry z rozbiórki starego spichlerza. Podciąg między kuchnią, a jadalnią to belki wykorzystane z rozebranego domu sąsiada. Większość belek stropowych parteru ma kilkadziesiąt lat. Zostały przez nas pieczołowicie odkornikowane i pobejcowane na kolory rustykalne. Aha, pieczołowicie odkornikowane? …czasami słychać jak w jadalni zachrupie coś w belce. Za cyklinowanie desek podłogowych zabraliśmy się z tatą zaraz po nowym roku, już w 2014. Oj, co zdarliśmy papierów ściernych to zdarliśmy, ale deski uratowaliśmy. Listwowaniem i zaolejowaniem zajął się Pan stolarz z Rybna, i tak nasza opowieść dopiero się zaczęła, a każdy odwiedzający nas Gość pisze jej kolejny rozdział.

Skomentuj ten wpis

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.